Wiem, że post dopiero co był, ale muszę trochę nadgonić wstawianie prac na wyzwania ;).
Jak już wspominałam w ostatnim poście z naszyjnikiem, bardzo chciałabym mieć kameleona, a nie bardzo mogę, co skłoniło mnie do produkcji "zamienników". Oto wspomniany w tytule nowy przyjaciel:
Ogonek można wyprostować:
Jak również owinąć go wokół palca lub gałązki:
Biedny kami zestresował się nowym otoczeniem, więc przycupnął na mojej dłoni.
Sympatycznie mu patrzy z oczu, prawda?
Tu już, trochę bardziej ośmielony, zabrał się za zwiedzanie mieszkania.
Spodobało mu się siedzenie na orchidei. Wygląda na to, że widok zieleni obudził ukryte w nim geny prawdziwego kameleona.
Super, mam prawdziwego kameleona! Ale zaraz, przecież on zamiast zwierzęcych wnętrzności ma w środku... no właśnie, co? Zachęcam do zgadywania, jaka to technika (a właciwie dwie) i czego użyłam, niedługo zaktualizuję post i wszystko będzie jasne (na razie specjalnie powstrzymam się od dodania etykiety z nazwą techniki) ;). Moja mama na początku myslała, że jest zrobiony z gumy (nie, nie jest xD).
Kameleon oczywiście zmierza swoim cudacznym krokiem na wyzwanie "Safari" na blogu DIY:
którego sponsorem jest sklep elemenciki.pl.
Pozdrowienia prosto z Polski - krainy kameleonów xD.
------------------------------------
Edit 30.06:
Zagadka została rozwiązana, więc napiszę parę słów na temat sposobu wykonania zwierzaka. Kameleon jest uszyty na maszynie i pomalowany farbami akrylowymi. Wiem, że oczy z guzików trochę go zdradziły ;). W środku ogona znajduje się puchaty drucik (one się chyba nazywają druciki kreatywne), który przewlekłam przez całe jego ciało, żeby nie wypadł (jest wypchane, więc w ogóle go nie czuć).
Już jakiś czas temu wymyśliłam sposób na jego stworzenie i wykrój (składa się z 10 kawałków materiału i jest zrobiony takim sposobem jak tildy), ale moja rozklekotana maszyna do szycia (Łucznik 884) całkowicie odmówiła mi posłuszeństwa. Już mieliśmy ją zawieźć do serwisu, jednak okazało się, że da się ją tak ustawić, żeby jako tako szyła na małej prędkości, więc w końcu nie pojechaliśmy, bo i tak zbieram się do kupna nowej. Zastanawiam się między maszyną Brother F420 a maszynohafciarką Brother M280D, jeżeli ktoś z Was miał którąś z nich to chętnie poznam opinię. Pojadę jeszcze na testy do sklepu i popytam się obsługi. Jak już kupię, to na pewno napiszę na jej temat parę słów :).
No, chyba nie wypada nie napisać zakończenia posta, więc zostajecie pozdrowieni ponownie :P.









