Hej :).
Tym razem nieco dziwaczny lew. Nie no, tak naprawdę to lwica i dowiecie się czemu wygląda tak, a nie inaczej w dalszej części posta. :) A więc:
Wygrzewający się w słońcu na tle drzew (gdzie drzewa imituje moja bluzka niekoniecznie związana z dżunglą, bo niżej niż widoczny na zdjęciu napis jest na niej sęp pożerający mięso i czaszka, ale ten fakt pomińmy xD). Uwierzycie, że do takiej małej pracy użyłam aż trzech rodzajów pigmentów (to dlatego tak się błyszczy)?
Lwicę zrobiłam z mas Fimo Effect, Soft i Professional oraz podrasowałam pigmentami i suchym pastelem ;). Głowa w najszerszym miejscu poniżej uszu ma około 4 cm szerokości.
Dlaczego lwica, a nie lew? Otóż nie byłoby wtedy widać, że spełnia wymagania mapki, bo grzywa odwracałaby uwagę i nie ma jej na mapce. O jaka mapkę chodzi? Już wyjaśniam: praca była robiona specjalnie na wyzwanie Kreatywnego Kufra Mapka #1:
Jak tylko zobaczyłam ta mapkę, to od razu skojarzyła mi się z głowa lwa. Chyba nie muszę tłumaczyć co odpowiada czemu :)? To właśnie dlatego lew wygląda nieco dziwacznie, najdziwniejsze są chyba oczy, mnie kojarzą się z hipnozą z kreskówek ;). To ja go tak zahipnotyzowałam wsmarowując mu w oczy pigment :P!
Zahipnotyzowana lwica zgodnie z moim rozkazem życzy Wam miłego wieczoru ;).
czwartek, 19 marca 2015
środa, 18 marca 2015
Eksperyment z witaminami
Hej :).
Dzisiaj nie o modelinie. Co oznacza ten zagadkowy tytuł posta? Otóż czasami lubię sobie trochę poeksperymentować. Tym razem badałam właściwości witamin przy użyciu piekarnika. Suplementy diety zawierające witaminy znalazłam w domu. Witaminy A + E były przeterminowane, ale nie sądzę, żeby wpłynęło to jakoś szczególnie na ich właściwości.
Uwaga, nie należy wyciągać wniosków tylko na podstawie tego opisu, bo doświadczenia robiłam nieprofesjonalnie w zwykłym domowym piekarniku!
Test pierwszy - temperatura 200 stopni Celsjusza:
Na zdjęciu suplementy diety zawierające witaminy jeszcze przed włożeniem do piekarnika. Napisy na kartce mówią, jaka witamina jest w ich środku. Użyłam:
* witamin A + E
* witamin B1, B2, B6 i PP (przekroiłam tabletkę na pół, bo ma słodka otoczkę)
* witaminy D3
* magnezu i witaminy B6
* witaminy C z rutozydem
Tacę z piekarnika wyciągnęłam po jakiś 5 minutach od jego nagrzania, bo nic nie śmierdziało.
Obserwacje:
* witaminy A + E wylały się z otoczki i chyba powstał jakiś gaz, bo było widać bąbelki powietrza (poniżej zdjęcie)
* witaminy B + PP spaliły się i wyszły z otoczki
* witamina D3 spłaszczyła się od spodu i wyglądała jak kaboszon (to białe od spodu to przylepiony papier)
* magnez i witamina B6 pokryły się delikatnymi brązowymi kropkami
* witamina C z rutozydem lekko zbladła
Test drugi - temperatura 250 stopni Celsjusza
Wiecie jak wolno piekarnik nagrzewa się do takiej temperatury? Myślałam, że się nie doczekam...
Użyłam:
* witaminy D3, witaminy C z rutozydem i magnezu z witaminą B6 z poprzedniego doświadczenia
* tranu (po to, żeby sprawdzić czy wydzielający się gaz z A + E pochodził z witaminy A czy E, tran zawiera witaminy A i D)
Przepraszam, że nie ma zdjęcia, ale nigdzie go nie mam, musiałam je niechcący usunąć albo zapomnieć zrobić...
Piekarnik wyłączyłam od razu gdy osiągnął temperaturę 250 stopni Celsjusza, bo wtedy wydzielił się jakiś gaz i zaczęło śmierdzieć (całe szczęście, ze mamy wyciąg). Tym razem dosyć często do nich zaglądałam
Biedne witaminy po wyjęciu z piekarnika (biedne, bo wszystkim coś się stało) :
* tran - podczas nagrzewania, w temperaturze około 200 stopni wydzielił się jakiś gaz i kapsułka przypominała trochę koralik crackle (nie zrobiłam zdjęcia, bo żeby sensownie wyszło, to musiałabym wyjąć tackę z piekarnika, a to by spowodowało ochłodzenie) [wynika z tego, że gaz wydzielający się z A + E pochodził od witaminy A lub obu], potem zaczęła ciemnieć aż w końcu wylała się. To chyba od niego pochodził ten smród, przez który wyłączyłam piekarnik. Gdy go powąchałam, poczułam naprawdę ohydny smród spalonej ryby,. który cały czas czuć, sprawdzałam (żałuję, że to zrobiłam, bo teraz mi niedobrze...)
*witamina D3 - podobnie jak tran, ale nie śmierdziała rybą
* witamina C z rutozydem - spójrzcie na zdjęcie poniżej, poznaje ją ktoś :)? Spaliła się i napełniła jakimś gazem, przez co jest bardzo lekka i przypomina meteoryt
* magnez z witaminą B6 - ilość i wielkość brązowych kropek zwiększyła się, myślę, że to cząsteczki witaminy B6 spaliły się, a cząsteczki związku magnezu nie przereagowały
No, to tyle jeśli chodzi o doświadczenie. Czy kogokolwiek interesują tego typu posty?
Pozdrawiam :).
Dzisiaj nie o modelinie. Co oznacza ten zagadkowy tytuł posta? Otóż czasami lubię sobie trochę poeksperymentować. Tym razem badałam właściwości witamin przy użyciu piekarnika. Suplementy diety zawierające witaminy znalazłam w domu. Witaminy A + E były przeterminowane, ale nie sądzę, żeby wpłynęło to jakoś szczególnie na ich właściwości.
Uwaga, nie należy wyciągać wniosków tylko na podstawie tego opisu, bo doświadczenia robiłam nieprofesjonalnie w zwykłym domowym piekarniku!
Test pierwszy - temperatura 200 stopni Celsjusza:
Na zdjęciu suplementy diety zawierające witaminy jeszcze przed włożeniem do piekarnika. Napisy na kartce mówią, jaka witamina jest w ich środku. Użyłam:
* witamin A + E
* witamin B1, B2, B6 i PP (przekroiłam tabletkę na pół, bo ma słodka otoczkę)
* witaminy D3
* magnezu i witaminy B6
* witaminy C z rutozydem
Tacę z piekarnika wyciągnęłam po jakiś 5 minutach od jego nagrzania, bo nic nie śmierdziało.
Obserwacje:
* witaminy A + E wylały się z otoczki i chyba powstał jakiś gaz, bo było widać bąbelki powietrza (poniżej zdjęcie)
* witaminy B + PP spaliły się i wyszły z otoczki
* witamina D3 spłaszczyła się od spodu i wyglądała jak kaboszon (to białe od spodu to przylepiony papier)
* magnez i witamina B6 pokryły się delikatnymi brązowymi kropkami
* witamina C z rutozydem lekko zbladła
Test drugi - temperatura 250 stopni Celsjusza
Wiecie jak wolno piekarnik nagrzewa się do takiej temperatury? Myślałam, że się nie doczekam...
Użyłam:
* witaminy D3, witaminy C z rutozydem i magnezu z witaminą B6 z poprzedniego doświadczenia
* tranu (po to, żeby sprawdzić czy wydzielający się gaz z A + E pochodził z witaminy A czy E, tran zawiera witaminy A i D)
Przepraszam, że nie ma zdjęcia, ale nigdzie go nie mam, musiałam je niechcący usunąć albo zapomnieć zrobić...
Piekarnik wyłączyłam od razu gdy osiągnął temperaturę 250 stopni Celsjusza, bo wtedy wydzielił się jakiś gaz i zaczęło śmierdzieć (całe szczęście, ze mamy wyciąg). Tym razem dosyć często do nich zaglądałam
Biedne witaminy po wyjęciu z piekarnika (biedne, bo wszystkim coś się stało) :
* tran - podczas nagrzewania, w temperaturze około 200 stopni wydzielił się jakiś gaz i kapsułka przypominała trochę koralik crackle (nie zrobiłam zdjęcia, bo żeby sensownie wyszło, to musiałabym wyjąć tackę z piekarnika, a to by spowodowało ochłodzenie) [wynika z tego, że gaz wydzielający się z A + E pochodził od witaminy A lub obu], potem zaczęła ciemnieć aż w końcu wylała się. To chyba od niego pochodził ten smród, przez który wyłączyłam piekarnik. Gdy go powąchałam, poczułam naprawdę ohydny smród spalonej ryby,. który cały czas czuć, sprawdzałam (żałuję, że to zrobiłam, bo teraz mi niedobrze...)
*witamina D3 - podobnie jak tran, ale nie śmierdziała rybą
* witamina C z rutozydem - spójrzcie na zdjęcie poniżej, poznaje ją ktoś :)? Spaliła się i napełniła jakimś gazem, przez co jest bardzo lekka i przypomina meteoryt
* magnez z witaminą B6 - ilość i wielkość brązowych kropek zwiększyła się, myślę, że to cząsteczki witaminy B6 spaliły się, a cząsteczki związku magnezu nie przereagowały
No, to tyle jeśli chodzi o doświadczenie. Czy kogokolwiek interesują tego typu posty?
Pozdrawiam :).
poniedziałek, 16 marca 2015
Obrzydliwie różowa zatyczkowa sowa
Hej :).
Przed Państwem obrzydliwie słodka zatyczka do telefonu w kształcie sowy ;) :
Jeszcze nie wiem, co z nią zrobię, bo ja na pewno nie będę jej używać :P. No ale przynajmniej mogłam przetestować próbkę pastelowej różowej Fimo.
Obrzydliwą zatyczkę zgłaszam na wyzwanie "Przez różowe okulary" w Szufladzie:
---------------------------------------
Mam dowód na to, że piątek trzynastego nie musi być pechowy. Zobaczcie w co przemieniło się moje Tamagotchi:
Czekałam na to 8 lat (oczywiście z przerwami)! Osoby, które nie wiedzą o co chodzi, odsyłam do poprzedniego posta. Ewentualnych zaglądaczy zastanawiających się czemu w jeden z guzików wbita jest szpilka też tam zapraszam ;).
Nie uważacie, że jest uroczy (a właściwie ona, bo to dziewczynka)? :)
A te dwa zdjęcia mnie rozwalają:
Pipotchi w makijażu
Pipotchi w peruce
Ponawiam jeszcze moje pytanie (specjalnie umieściłam je w jednym poście z pracą wyznaniową, żeby więcej osób to przeczytało): czy ma ktoś Tamagotchi (lub jego dziecko ma ;)) do odsprzedania lub wymiany? Najbardziej interesują mnie wersje Connection V3, V4 oraz V4,5, a tak zupełnie najbardziej to V4. Oczywiście musi działać ;). Zainteresowanych proszę o napisanie na maila sowiagaleria@gmail.com lub komentarz pod tym postem.
Możecie się śmiać, że jestem dziecinna, ale ja i tak nie przestane się nimi bawić, za fajne są ;).
I jeszcze na koniec kawał, który ostatnio opowiedziała mi Bubbleworld. Tak mi się spodobał, że po prostu musiałam go tu napisać:
Dlaczego tasiemiec Grzegorza nie pójdzie do nieba?
Bo żyje w GRZECHU.
Miłego wieczoru!
czwartek, 12 marca 2015
Pipitochi i Tamagotchi
Hej :).
Buu, Kreatywny Kufer nie poznał się na moim pędraku. Tak to jest z genialnymi artystami, nikt ich nie rozumie :P.
Pamiętacie jak pisałam, że ostatnio reaktywowałam moje Tamagotchi? Jeszcze nie zdążyły mi się znudzić i nadal się nimi bawię. Oto dowód:
To po lewej to V4,5, a po prawej V3. To, co wystaje z guzika białego to zwykła szpilka. Skąd się tu wzięła i po co? Otóż to Tamagotchi ma od około sześciu lat (tak, takich ludzkich) oderwany guzik i żeby móc go używać, nadziałam go na szpilkę. Nie jest to idealne rozwiązanie, bo dosyć często trzeba ją poprawiać, ale nic lepszego nie wymyśliłam, bo guzik jest tak krótki, ze nie można używać go samego. To starsze było w zielone koniczynki, ale się starły. Na obu wersjach miałam już prawie wszystkie zwierzaki, ale jak na złość nigdy nie trafił mi się najfajniejszy - Pipotchi (występuje tylko na V3, gdzie sterowanie tym, jaki nam się trafi jest praktycznie niemożliwe). Podoba mi się, ponieważ przypomina sowę. Na pocieszenie zrobiłam sobie na krośnie naszyjnik z jego podobizną:
Wzorowałam się na pikselowatym obrazku znalezionym tutaj.
Coś mi się wydaje, że moje V3 już niedługo przestanie działać, ten guzik jest tak rozdziubdziany przez szpilkę, ze może się rozpaść i co ja wtedy zrobię, fajniej jest mieć dwa, bo wtedy można swatać je ze sobą. W sklepach stacjonarnych już dawno ich nie ma. Szukałam w internecie i nie ma żadnych sensownych ofert w Polsce, a zagraniczne używane kosztują tyle, ile u nas kosztowały nowe... Interesują mnie V3, V4 i V4,5, dalsze wersje mniej, bo nie będę mogła ich łączyć z moim nowszym, zwłaszcza V4, bo go jeszcze nigdy nie miałam. Jeśli ktoś chciałby pozbyć się swojego, to niech napisze w komentarzu lub na maila sowiagaleria@gmail.com, bardzo chętnie się wymienię, np. moje prace lub półfabrykaty za Tama :).
Miłego wieczoru!
Buu, Kreatywny Kufer nie poznał się na moim pędraku. Tak to jest z genialnymi artystami, nikt ich nie rozumie :P.
Pamiętacie jak pisałam, że ostatnio reaktywowałam moje Tamagotchi? Jeszcze nie zdążyły mi się znudzić i nadal się nimi bawię. Oto dowód:
To po lewej to V4,5, a po prawej V3. To, co wystaje z guzika białego to zwykła szpilka. Skąd się tu wzięła i po co? Otóż to Tamagotchi ma od około sześciu lat (tak, takich ludzkich) oderwany guzik i żeby móc go używać, nadziałam go na szpilkę. Nie jest to idealne rozwiązanie, bo dosyć często trzeba ją poprawiać, ale nic lepszego nie wymyśliłam, bo guzik jest tak krótki, ze nie można używać go samego. To starsze było w zielone koniczynki, ale się starły. Na obu wersjach miałam już prawie wszystkie zwierzaki, ale jak na złość nigdy nie trafił mi się najfajniejszy - Pipotchi (występuje tylko na V3, gdzie sterowanie tym, jaki nam się trafi jest praktycznie niemożliwe). Podoba mi się, ponieważ przypomina sowę. Na pocieszenie zrobiłam sobie na krośnie naszyjnik z jego podobizną:
Wzorowałam się na pikselowatym obrazku znalezionym tutaj.
Coś mi się wydaje, że moje V3 już niedługo przestanie działać, ten guzik jest tak rozdziubdziany przez szpilkę, ze może się rozpaść i co ja wtedy zrobię, fajniej jest mieć dwa, bo wtedy można swatać je ze sobą. W sklepach stacjonarnych już dawno ich nie ma. Szukałam w internecie i nie ma żadnych sensownych ofert w Polsce, a zagraniczne używane kosztują tyle, ile u nas kosztowały nowe... Interesują mnie V3, V4 i V4,5, dalsze wersje mniej, bo nie będę mogła ich łączyć z moim nowszym, zwłaszcza V4, bo go jeszcze nigdy nie miałam. Jeśli ktoś chciałby pozbyć się swojego, to niech napisze w komentarzu lub na maila sowiagaleria@gmail.com, bardzo chętnie się wymienię, np. moje prace lub półfabrykaty za Tama :).
Miłego wieczoru!
poniedziałek, 9 marca 2015
Moje zabawy z beaded balls'ami i Ciuchowisko
Hej :).
Od czwartku po południu do niedzieli wieczorem byłam z rodzicami w górach na nartach, bo wcześniej nie udało nam się pojechać (w tym roku miałam ferie w pierwszym terminie, a wtedy nie mogłam). Spodziewajcie się paru zdjęć i słów na ten temat w jednym z następnych postów.
Jakiś czas temu nauczyłam się beaded balls'ów i dzisiaj pierwszy raz postanowiłam pokombinować z wzorem (postaram się wstawić zdjęcia tych wcześniejszych). Zasiadłam przy biurku w towarzystwie białych i czarnych matowych koralików, a następnie wykombinowałam coś takiego:
Razem z zewnętrznymi koralikami kulka ma coś około 1,5 cm średnicy. Podczas robienia pierwszej połówki nie zapisywałam sobie nic, więc jestem zadowolona, że udało mi się zrobić drugą taką samą. Wszystkie cztery elementy (dwa białe i dwa czarne) maja identyczny układ koralików. Jeśli są jacyś chętni na wzór, to mogę go rozpisać :).
Biorę udział w akcji Ciuchowisko w Warszawie, po więcej informacji zapraszam tutaj, jak ktoś z Was będzie, to dajcie znać, żebym wiedziała kogo szukać ;).
Kuliste pozdrowienia od beaded balls'a! :P
Od czwartku po południu do niedzieli wieczorem byłam z rodzicami w górach na nartach, bo wcześniej nie udało nam się pojechać (w tym roku miałam ferie w pierwszym terminie, a wtedy nie mogłam). Spodziewajcie się paru zdjęć i słów na ten temat w jednym z następnych postów.
Jakiś czas temu nauczyłam się beaded balls'ów i dzisiaj pierwszy raz postanowiłam pokombinować z wzorem (postaram się wstawić zdjęcia tych wcześniejszych). Zasiadłam przy biurku w towarzystwie białych i czarnych matowych koralików, a następnie wykombinowałam coś takiego:
Razem z zewnętrznymi koralikami kulka ma coś około 1,5 cm średnicy. Podczas robienia pierwszej połówki nie zapisywałam sobie nic, więc jestem zadowolona, że udało mi się zrobić drugą taką samą. Wszystkie cztery elementy (dwa białe i dwa czarne) maja identyczny układ koralików. Jeśli są jacyś chętni na wzór, to mogę go rozpisać :).
Biorę udział w akcji Ciuchowisko w Warszawie, po więcej informacji zapraszam tutaj, jak ktoś z Was będzie, to dajcie znać, żebym wiedziała kogo szukać ;).
Kuliste pozdrowienia od beaded balls'a! :P
środa, 4 marca 2015
Sutasz z jeleniem
Hej :).
Zapisałam się na kiermasz (będzie pod koniec marca), wiec spodziewajcie się postów ze zdjęciami rzeczy, które będę wystawiała, a na koniec relacji z samego kiermaszu. Z projektu przelewającego się przez ocean jedna rzecz jest już prawie gotowa, wiec o niej też niedługo będzie. :)
Oto tytułowy bohater:
Szczerze powiedziawszy szkoda mi kasy na kamienie (taak, nie ma to jak szczerość xD), dlatego używam do sutaszu kaboszonów z modeliny lub szklanych. Zresztą na kamieniach się w ogóle nie znam, więc nawet nie wiem ile powinny kosztować i jakby sklep ich nie podpisał, to musiałabym sprawdzać na fakturze co to :P.
Naszyjnik bardzo spodobał się mojej babci, więc został przez nią przygarnięty (na razie nie dorobił się jeszcze łańcuszka, ale pracę trwają - nie będzie to taki zwykły łańcuszek), chociaż chyba zrobię jeszcze jeden taki sam (specjalnie zamówiłam ostatnio kolejny taki kaboszon), bo chcę mieć też jakąś poważniejszą biżuterię. Babciu, opiekuj się nim dobrze! ;)
Ostatnio przyszło mi do głowy zdanie, które bardzo mnie rozbawiło: Tasiemiec uzbroił się w cierpliwość. Hmm, mam nadzieję, że uważaliście na lekcjach biologii ;).
Jeleń z kaboszonu pozdrawia Was serdecznie, a co! :).
Zapisałam się na kiermasz (będzie pod koniec marca), wiec spodziewajcie się postów ze zdjęciami rzeczy, które będę wystawiała, a na koniec relacji z samego kiermaszu. Z projektu przelewającego się przez ocean jedna rzecz jest już prawie gotowa, wiec o niej też niedługo będzie. :)
Oto tytułowy bohater:
Szczerze powiedziawszy szkoda mi kasy na kamienie (taak, nie ma to jak szczerość xD), dlatego używam do sutaszu kaboszonów z modeliny lub szklanych. Zresztą na kamieniach się w ogóle nie znam, więc nawet nie wiem ile powinny kosztować i jakby sklep ich nie podpisał, to musiałabym sprawdzać na fakturze co to :P.
Naszyjnik bardzo spodobał się mojej babci, więc został przez nią przygarnięty (na razie nie dorobił się jeszcze łańcuszka, ale pracę trwają - nie będzie to taki zwykły łańcuszek), chociaż chyba zrobię jeszcze jeden taki sam (specjalnie zamówiłam ostatnio kolejny taki kaboszon), bo chcę mieć też jakąś poważniejszą biżuterię. Babciu, opiekuj się nim dobrze! ;)
Ostatnio przyszło mi do głowy zdanie, które bardzo mnie rozbawiło: Tasiemiec uzbroił się w cierpliwość. Hmm, mam nadzieję, że uważaliście na lekcjach biologii ;).
Jeleń z kaboszonu pozdrawia Was serdecznie, a co! :).
niedziela, 1 marca 2015
Bransoletka millefiori i uszatki
Hej :).
Miałam dodać tę bransoletkę jutro, ale chcąc się pochwalić obserwacją uszatek dodaję go już dzisiaj :). Najpierw bransoletka:
Do zrobienia koralików użyłam techniki millefiori. Powstała przy okazji pierścionka z mózgiem, który pokazywałam w poprzednim poście, bo postanowiłam wykorzystać cały bloczek spiralkę (to ten z czarną obwódką). Zielony od zewnątrz dorobiłam specjalnie w tym celu ;).
Na ręce:
A teraz parę s(ł)ów o uszatkach:
Pamiętacie post o wypluwkach? Wspominałam tam też o uszatkach na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Wtedy nie udało mi się ich zobaczyć, ale byłam tam też dzisiaj na zorganizowanej wycieczce STOPu i były! Dwie sowy siedziały w koronie drzewa, ale były na tyle schowane, że ktoś wypatrzył je dlatego, że jedna z nich się poruszyła (chyba, nie jestem pewna, bo to nie byłam ja :)). Zdjęcie, na którym otoczyłam uszatkę czerwoną obwódką:
Na razie w swoim życiu widziałam cztery gatunki sów: wyżej wspomniane uszatki, puszczyki zwyczajne, płomykówkę i puszczyka uralskiego. Jeśli Was to interesuje, to mogę napisać gdzie. Mam nadzieję, że na tym ta lista się nie zakończy :).
Miłego wieczoru!
Miałam dodać tę bransoletkę jutro, ale chcąc się pochwalić obserwacją uszatek dodaję go już dzisiaj :). Najpierw bransoletka:
Do zrobienia koralików użyłam techniki millefiori. Powstała przy okazji pierścionka z mózgiem, który pokazywałam w poprzednim poście, bo postanowiłam wykorzystać cały bloczek spiralkę (to ten z czarną obwódką). Zielony od zewnątrz dorobiłam specjalnie w tym celu ;).
Na ręce:
A teraz parę s(ł)ów o uszatkach:
Pamiętacie post o wypluwkach? Wspominałam tam też o uszatkach na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich w Warszawie. Wtedy nie udało mi się ich zobaczyć, ale byłam tam też dzisiaj na zorganizowanej wycieczce STOPu i były! Dwie sowy siedziały w koronie drzewa, ale były na tyle schowane, że ktoś wypatrzył je dlatego, że jedna z nich się poruszyła (chyba, nie jestem pewna, bo to nie byłam ja :)). Zdjęcie, na którym otoczyłam uszatkę czerwoną obwódką:
Na razie w swoim życiu widziałam cztery gatunki sów: wyżej wspomniane uszatki, puszczyki zwyczajne, płomykówkę i puszczyka uralskiego. Jeśli Was to interesuje, to mogę napisać gdzie. Mam nadzieję, że na tym ta lista się nie zakończy :).
Miłego wieczoru!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

