niedziela, 22 lutego 2015

Przyrodniczo - uszatki i wypluwki

Hej :).
Zgodnie z wczorajszą obietnicą wstawiam post o tematyce przyrodniczej. W tym poście nie będzie żadnych zdjęć wyrobów (bo wypluwki to nie mój "wyrób", he, he xD) - uprzedzam, bo niektórych może nie interesować to, co tu teraz napiszę - w końcu to blog o rękodziele.
Zaczęło się od tego, że w piątek dotarła do mnie informacja, że w pewnym parku w Warszawie zimują uszatki. Wczoraj pojechaliśmy tam z rodzicami w nadziei, że uda nam się je zobaczyć. Przeszliśmy przez cały park oglądając drzewa iglaste i ziemię pod nimi (co ciekawego mogło znajdować się na ziemi? - na to pytanie odpowiem w dalszej części posta). Pod koniec spaceru mama zauważyła na ziemi we jednym miejscu porozrzucane szare kulki (co to było? - czytajcie dalej). Zawołała mnie i tatę i zaczęliśmy przyglądać się koronom drzew w poszukiwaniu sów, których niestety nie zobaczyliśmy, ale przynajmniej mogłam zebrać do moich badań owe szare kulki.

Kilka słów na temat uszatek:
Są to średniej wielkości sowy, które posiadają na głowie charakterystyczne pęczki piór. Mają kolor brązowy we ciemnobrązowe wzorki, imitujący korę drzewa i czerwone lub pomarańczowe oczy. Swoim wyglądem przypominają puchacze (tak, moja nazwa na bloggerze to puchacz - bardzo lubię sowy ;)), ale są od nich sporo mniejsze.

A teraz wyjaśniam zagadkę szarych kulek:
To wypluwki (inaczej zrzutki), czyli fragmenty niemożliwych do strawienia części pokarmu (kości, sierść, pióra, chitynowe pancerzyki), które są wydalane przez dziób w formie zbitych kulek/walców przez np. dzienne ptaki drapieżne i sowy (te ostatnie łykają pokarm w całości lub kilku kawałkach). Można je zebrać (oczywiście przez rękawiczkę/woreczek) i na podstawie ich składu dowiedzieć się, co ptak ostatnio zjadł (spokojnie nie śmierdzą :)). Poniżej zdjęcie składu wypluwek od wyżej wspomnianych uszatek (sierść wyrzuciłam):


A teraz instrukcja preparowania wypluwek moim sposobem:

Potrzebujemy:
* wypluwki
* miejsce do pracy, najlepiej w łazience, żebyśmy nie musieli daleko chodzić po wodę (w moim przypadku pralka) i coś do siedzenia (u mnie wysoki stołek), chyba, że ktoś lubi stać xD
* źródło wody
* niepotrzebne gazety, ewentualnie cerata
* dwie miski, których nie potrzebujemy w kuchni
* patyczki do szaszłyków
* rękawiczki jednorazowe, a jak nie mamy to woreczki foliowe
* tło w jednolitym kolorze
* klucz do oznaczania składników wypluwek (mój pochodzi z Pakietu edukacyjnego Sowy Polski, a konkretnie ze "Scenariusze zajęć i arkusze prac ucznia", nie umieszczę tu jego zdjęcia, bo zapewne ma prawa autorskie)


 tak wyglądają wypluwki przed preparowaniem (specjalnie nie dałam ich zdjęcia jako pierwszego w tym poście, żeby nie zniechęcić moich obserwatorów do zajrzenia tu :))


Wykładamy miejsce pracy ceratą i gazetami. Nalewamy wody do jednej z misek i wrzucamy do niej wypluwki. Tworzy się coś, co wygląda jak zupa (a konkretnie jak czarna polewka - to ostatnie stwierdził mój tata) :P


 Wyławiamy i przekładamy patyczkami do drugiej miski niewielkie porcje i oglądamy czy nie ma w nich kości/pancerzyków, które wyciągamy za pomocą patyczków lub rąk w rękawiczkach i przekładamy na gazetę


 Po wyjęciu wszystkich interesujących nas rzeczy resztę zupy wylewamy do sedesu i płuczemy miski pod bieżącą wodą. Nalewamy do jednej z misek czystej wody i wrzucamy wyjęte elementy, które płuczemy (mieszając patyczkiem w misce lub palcami w rękawiczkach). Czynność powtarzamy kilka razy, dopóki w wodzie będzie pływała sierść.


Układamy elementy luźno na kartce, żeby się wysuszyły. Oglądamy je i oznaczamy za pomocą klucza. U mnie wszystkie kości pochodzą od norników, które poznałam po zygzakowatym układzie zębów (widać go, kiedy się patrzy z góry na czaszki lub żuchwy).
Elementy przechowujemy w czystych, zamykanych, niewielkich pojemnikach, na których przyklejamy karteczkę z data i miejscem zebrania oraz gatunkiem ptaka.

Mam nadzieję, że moje wypociny się komuś przydadzą :P. Napiszcie, jak dotrwaliście do końca, będzie mi miło. :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego preparowania ;).

14 komentarzy:

  1. Bardzo fajny wpis! Spróbuję tak zrobić

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dotrwałam, bo lubię dowiadywać się różnych nowych rzeczy. :D Niestety przetestować twojej instrukcji nie mam jak, bo u mnie brak sów, same jastrzębie. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi :).
      Jastrzębie też wydalają wypluwki ;).

      Usuń
    2. Tak mi teraz przyszło do głowy: Jeśli nie mieszkasz na zupełnym odludziu, to raczej to są krogulce, nie jastrzębie, chyba, że widujesz je na spacerach, a nie w miejscu zamieszkania. Są podobne do siebie z wyglądu, ale krogulce są mniejsze. :)

      Usuń
  3. Nie wiem czy przyjdzie mi skorzystać z tego poradnika, ale wpis fajny i bardzo ciekawy :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobają mi się takie posty :) Strasznie mnie zaciekawiłaś tymi wypluwkami, aż będę musiała ich poszukać. Mam nadzieję, że na coś natrafię!
    Poza tym, te wszystkie małe kości i czaszki wyglądają nieziemsko! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To dla mnie przydatne, ponieważ wiem gdzie są sowy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wooo, ale fajowe! Szkoda tylko, że mieszkam w Krakowie i tu się nic takiego nie dzieje, jak w tym parku w Warszawie :/ Ale pościk się miło czytało i jak najbardziej możesz takie posty wstawiać na bloga częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. dotrwałam do końca , ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny artykuł, haha myślałam , że to są takie funfle z odkurzacza hahahaha ale to kościki bardzo fajne. Ja bym się nie pobawiła w takie coś .Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe. Mam suche wypluwki, ale fajne są i bez preparowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, jak je zdobyłaś i od jakiej sowy pochodzą? :)

      Usuń
    2. Hmm, tak właściwie to nie muszą pochodzić od sowy, ale i tak chętnie się dowiem. :)

      Usuń
    3. Wypluwki mam z Maroka... znalazłam na skalistej pustyni pod sporymi ostańcami. Niestety nie wiem kto je wypluł. Podejrzewam nie-sowę. Jedna zawiera kulkę sierści i kilka drobnych kostek, druga całą czaszkę małego gryzonia w sierści. Nie oznaczałam czaszki, bo mi szkoda rozplątywać taki skarb ;) Są ładnie wysuszone i stanowią specyficzną pamiątkę z wyprawy, co, o dziwo, niektórych dziwi ;))) Czy jestem trochę dziwna? No jestem :))) Pozdrawiam!

      Usuń