Hej :).
Dzisiaj kolczyki rozgwiazdy z koralików:
Powstały z Toho 11/0 i 15/ 0. Wzór, z którego korzystałam to moja własna przeróbka schematu znalezionego w internecie (nie podlinkowałam konkretnego, bo jest wiele identycznych). Robiłam takie już wcześniej, ale w szpitalu i w końcu nie wstawiłam ich na bloga, ale postaram się to nadrobić ;).
Tutaj przycupnęły na mojej ręce żebyście wiedzieli jakie są duże:
Z obu stron są takie same, niestety nie mają nóżek ambulakralnych jak prawdziwe rozgwiazdy, więc nie mogłyby przemieszczać się i przysysać ;).
Swoją drogą to ciekawe, że zwierzęta, które stoją tak wysoko w hierarchii ewolucji (należą do szkarłupni, które zaliczają się już do wtóroustych) mają tak prostą budowę, a już najdziwniejsza wydaje się ich symetria promienista, która jest cechą bardzo prymitywnych organizmów. Nie uważacie, ze "szkarłupnie" to śmieszne słowo :)?
Kolczyki zgłaszam na wyzwanie Otwórz Szufladę koraliki:
Prymitywnie zbudowane czy nie - rozgwiazdy z kolczyków życzą Wam miłego wieczoru :).
czwartek, 9 kwietnia 2015
wtorek, 7 kwietnia 2015
Koronkowa obroża
Hej :).
Dzisiaj naszyjnik - obroża, który zrobiłam sobie na wielkanocne śniadanie:
Z tyłu oczywiście koronka jest zamontowana w końcówkach do wstążki. Zastanawiałam się co zrobić, żeby prując się nie wyskoczyła z końcówki, bo przecież bawełny nie można zakończyć zapalniczką i ostatecznie zakończyłam ją klejem Gutterman, który kupiłam do sutaszu.
Dostałam od babci całkiem sporo takiej koronki, więc szykuje się gotycki naszyjnik jak tylko kupię czarną wstążkę odpowiedniej grubości.
Na śniadaniu wielkanocnym miałam jeszcze bransoletkę z TEGO posta.
Byłam wczoraj na Stawach Raszyńskich pod Warszawą i widziałam berniklę kanadyjską, która w Polsce występuje bardzo sporadycznie. W dodatku na początku wycieczki i z dosyć bliska - akurat przelatywała nad nami :).
Pozdrowienia od sowy w kształcie wielkanocnego jaja, która przysiadła na moim swetrze :).
Dzisiaj naszyjnik - obroża, który zrobiłam sobie na wielkanocne śniadanie:
Z tyłu oczywiście koronka jest zamontowana w końcówkach do wstążki. Zastanawiałam się co zrobić, żeby prując się nie wyskoczyła z końcówki, bo przecież bawełny nie można zakończyć zapalniczką i ostatecznie zakończyłam ją klejem Gutterman, który kupiłam do sutaszu.
Dostałam od babci całkiem sporo takiej koronki, więc szykuje się gotycki naszyjnik jak tylko kupię czarną wstążkę odpowiedniej grubości.
Na śniadaniu wielkanocnym miałam jeszcze bransoletkę z TEGO posta.
Byłam wczoraj na Stawach Raszyńskich pod Warszawą i widziałam berniklę kanadyjską, która w Polsce występuje bardzo sporadycznie. W dodatku na początku wycieczki i z dosyć bliska - akurat przelatywała nad nami :).
Pozdrowienia od sowy w kształcie wielkanocnego jaja, która przysiadła na moim swetrze :).
niedziela, 5 kwietnia 2015
Wielkanocne ozdoby
Hej :).
Dzisiaj tematycznie - miks tegorocznych wielkanocnych ozdób.
Figurki wielkanocne zrobione na kiermasz:
Jeden kurczak i piaskowy zając zostały u nas, a reszta została prezentami wielkanocnymi.
A tego kurczaka sprzedałam na kiermaszu (przepraszam za kiepską jakość drugiego zdjęcia, ale w pomieszczeniu, w którym był kiermasz było kiepskie światło i nie udało mi się zrobić lepszego):
Kurczak filcowany na sucho na jaju styropianowym:
Kurczaka robiłam u koleżanki, autorki bloga Modelinowy Kociak. Nasze kurczaki razem (mój jest ten po lewej):
I jajo zrobione z włóczki, którą moi stali czytelnicy dobrze znają ;) (Altin Basak Miya 9336):
Zwróćcie uwagę na to jak śmiesznie ułożyło się cieniowanie: z jednej strony są biało - fioletowe paski, a z drugiej różowo - niebieskie:
Jajo jest zrobione ze wzoru znalezionego na Ravelry TU. Najpierw próbowałam zrobić je bez pomocy wzoru, ale wyszedł mi trochę nie taki kształt jak trzeba ;).
----------------
Dzisiaj rano moi rodzice znaleźli u siebie w sypialni filcowanego kurczaka i piaskowego zająca z tego posta, a do tego taką kartkę:
W tym zadaniu jest piramida (to taka łamigłówka) przerobiona tak, żeby pasowała do trwających obecnie świąt. Nagrodą było szydełkowe jajo (też z tego posta). Możecie spróbować zrobić tę piramidę, ale nagroda przysługiwała tylko moim rodzicom, niestety :). Jeśli będą chętni, podam rozwiązanie.
Życzę Wam, żebyście jutro nie byli aż tak mokrzy jak po przelewaniu się przez ocean (a propos, spodziewajcie się niedługo kolejnego postu o tej tematyce) i nie oberwali surowymi jajkami, które zostały z przygotowań świątecznych (za to faszerowanymi czemu nie!) :).
Dzisiaj tematycznie - miks tegorocznych wielkanocnych ozdób.
Figurki wielkanocne zrobione na kiermasz:
Jeden kurczak i piaskowy zając zostały u nas, a reszta została prezentami wielkanocnymi.
A tego kurczaka sprzedałam na kiermaszu (przepraszam za kiepską jakość drugiego zdjęcia, ale w pomieszczeniu, w którym był kiermasz było kiepskie światło i nie udało mi się zrobić lepszego):
Kurczak filcowany na sucho na jaju styropianowym:
Kurczaka robiłam u koleżanki, autorki bloga Modelinowy Kociak. Nasze kurczaki razem (mój jest ten po lewej):
I jajo zrobione z włóczki, którą moi stali czytelnicy dobrze znają ;) (Altin Basak Miya 9336):
Zwróćcie uwagę na to jak śmiesznie ułożyło się cieniowanie: z jednej strony są biało - fioletowe paski, a z drugiej różowo - niebieskie:
Jajo jest zrobione ze wzoru znalezionego na Ravelry TU. Najpierw próbowałam zrobić je bez pomocy wzoru, ale wyszedł mi trochę nie taki kształt jak trzeba ;).
----------------
Dzisiaj rano moi rodzice znaleźli u siebie w sypialni filcowanego kurczaka i piaskowego zająca z tego posta, a do tego taką kartkę:
W tym zadaniu jest piramida (to taka łamigłówka) przerobiona tak, żeby pasowała do trwających obecnie świąt. Nagrodą było szydełkowe jajo (też z tego posta). Możecie spróbować zrobić tę piramidę, ale nagroda przysługiwała tylko moim rodzicom, niestety :). Jeśli będą chętni, podam rozwiązanie.
Życzę Wam, żebyście jutro nie byli aż tak mokrzy jak po przelewaniu się przez ocean (a propos, spodziewajcie się niedługo kolejnego postu o tej tematyce) i nie oberwali surowymi jajkami, które zostały z przygotowań świątecznych (za to faszerowanymi czemu nie!) :).
piątek, 3 kwietnia 2015
Relacja z kiermaszu (ciuchowiska)
Hej :).
Wstawiam obiecaną relacje z kiermaszu:
Kiermasz (a właściwie Ciuchowisko) odbył się w ostatnią sobotę i była to moja pierwsza tego typu sprzedaż. Pomagali mi babcia i dziadek. Moje stoisko wyglądało tak:
Na zdjęciu widać przedstawicieli bardzo wielu technik ;). Wielu z tych rzeczy jeszcze nie było na blogu, ale nie martwcie się, w końcu będą, najpewniej w grupach kilku - kilkunastu podobnych prac. :)
Udało mi się sprzedać kilka rzeczy, ale i tak nie spodobał mi się sposób, w jaki wszystko było zorganizowane. Niby akcja to "wymiana ubrań i sprzedaż rękodzieła", ale byłam jedyną osobą sprzedającą cokolwiek (wymiana ubrań polega na tym, ze kładzie się przyniesione rzeczy na odpowiednie kupki i można brać ile się chce z tych wyłożonych). Szkoda, bo chciałabym poznać innych wystawiających. Poza tym organizatorka akcji spóźniła się, przez co nie mogłam wcześniej wyłożyć produktów (miałam zostać wpuszczona wcześniej) i podczas, gdy inni rzucili się na ubrania, ja możliwie najszybciej układałam na przydzielonym stole rzeczy na sprzedaż. Niestety największy ruch dookoła mojego stoiska był zanim jeszcze wszystko wyłożyłam, a potem było okropnie nudno.
Nie jestem jakoś specjalnie zadowolona, ale jak na pierwszy raz nie było źle, przynajmniej zebrałam trochę doświadczenia. Następnym razem chyba spróbuję swoich siła na stricte kiermaszu rękodzieła.
Taka drobna wskazówka, jak można zrobić pudełko na monety przydatne na kiermaszu, jeśli chcemy potem odzyskać samo pudełko:
Środek z przegródkami jest zrobiony z folii bąbelkowej posklejanej taśma klejącą w taki sposób, że jak się odpowiednio mocno pociągnie to można wyjąć go z pudełka, bo nie jest do niego przyklejony. Jeśli nie chcemy, żeby przy transporcie pudełko grzechotało, można je wypchać od góry taką samą folią.
-----------------------------------------
Ostatnio zrobiłam z moich tama staruszków i zeswatałam je, więc teraz mam specjalne zwierzaki:
Ich specjalność polega na tym, ze można je mieć tylko z pary staruszków i z niemowlaków przemieniają się od razu w dorosłe (normalna kolejność to niemowlę, dziecko, nastolatek, dorosły, ewentualnie staruszek).
A teraz zagadka:
To zdjęcie napisu "BEZKRĘGOWCE" z Warszawskiego Zoo, gdzie "O" jest zastąpione wielkim pająkiem. Na zdjęciu ukrył się również element, którego normalnie nie ma na tym napisie. Kto go znajdzie i powie co to? :)
Spodziewajcie się niedługo posta o tematyce wielkanocnej. Miłego wieczoru!
Wstawiam obiecaną relacje z kiermaszu:
Kiermasz (a właściwie Ciuchowisko) odbył się w ostatnią sobotę i była to moja pierwsza tego typu sprzedaż. Pomagali mi babcia i dziadek. Moje stoisko wyglądało tak:
Na zdjęciu widać przedstawicieli bardzo wielu technik ;). Wielu z tych rzeczy jeszcze nie było na blogu, ale nie martwcie się, w końcu będą, najpewniej w grupach kilku - kilkunastu podobnych prac. :)
Udało mi się sprzedać kilka rzeczy, ale i tak nie spodobał mi się sposób, w jaki wszystko było zorganizowane. Niby akcja to "wymiana ubrań i sprzedaż rękodzieła", ale byłam jedyną osobą sprzedającą cokolwiek (wymiana ubrań polega na tym, ze kładzie się przyniesione rzeczy na odpowiednie kupki i można brać ile się chce z tych wyłożonych). Szkoda, bo chciałabym poznać innych wystawiających. Poza tym organizatorka akcji spóźniła się, przez co nie mogłam wcześniej wyłożyć produktów (miałam zostać wpuszczona wcześniej) i podczas, gdy inni rzucili się na ubrania, ja możliwie najszybciej układałam na przydzielonym stole rzeczy na sprzedaż. Niestety największy ruch dookoła mojego stoiska był zanim jeszcze wszystko wyłożyłam, a potem było okropnie nudno.
Nie jestem jakoś specjalnie zadowolona, ale jak na pierwszy raz nie było źle, przynajmniej zebrałam trochę doświadczenia. Następnym razem chyba spróbuję swoich siła na stricte kiermaszu rękodzieła.
Taka drobna wskazówka, jak można zrobić pudełko na monety przydatne na kiermaszu, jeśli chcemy potem odzyskać samo pudełko:
Środek z przegródkami jest zrobiony z folii bąbelkowej posklejanej taśma klejącą w taki sposób, że jak się odpowiednio mocno pociągnie to można wyjąć go z pudełka, bo nie jest do niego przyklejony. Jeśli nie chcemy, żeby przy transporcie pudełko grzechotało, można je wypchać od góry taką samą folią.
-----------------------------------------
Ostatnio zrobiłam z moich tama staruszków i zeswatałam je, więc teraz mam specjalne zwierzaki:
Ich specjalność polega na tym, ze można je mieć tylko z pary staruszków i z niemowlaków przemieniają się od razu w dorosłe (normalna kolejność to niemowlę, dziecko, nastolatek, dorosły, ewentualnie staruszek).
A teraz zagadka:
To zdjęcie napisu "BEZKRĘGOWCE" z Warszawskiego Zoo, gdzie "O" jest zastąpione wielkim pająkiem. Na zdjęciu ukrył się również element, którego normalnie nie ma na tym napisie. Kto go znajdzie i powie co to? :)
Spodziewajcie się niedługo posta o tematyce wielkanocnej. Miłego wieczoru!
środa, 1 kwietnia 2015
Ogłoszenie i spinki różki
Hej :).
Doszłam do wniosku, że rękodzieło jest nudne i do niczego w porównaniu z moją nową pasją: przepisami ruchu drogowego. No bo po co babrać się w jakiś masach skoro można poczytać sobie na przykład o tym, który pojazd ma pierwszeństwo lub pooglądać piękne znaki drogowe stojące malowniczo na skrzyżowaniu? Znaki są tak proste i jednocześnie niezwykle urodziwe, że mogłabym się w nie wpatrywać dopóki nie rozjedzie mnie zniecierpliwiony kierowca. Podsumowując, zmieniam tematykę bloga z rękodzieła na przepisy ruchu drogowego i znaki drogowe.
Te spinki - różki to stara praca, modelina na razie idzie w kąt:
Dlaczego pokazuję je akurat dzisiaj (i dlaczego chodzę w nich dzisiaj cały dzień)? Z uwagi na dzień, jaki dzisiaj mamy - PRIMA APRILIS! Stwierdziłam, że należą mi się za to, ile dowcipów już zrobiłam, a dzień przecież jeszcze się nie skończył. Rano nasz dom był pełen min czekających na nieszczęśnika, który je odpali ;). Oczywiście wszystko, co napisałam nad zdjęciem to nieprawda, nie licząc tego, że różki zrobiłam bardzo dawno temu (tak dawno, że aż mnie razi to, że jeden ma więcej kropek a drugi mniej, więc chyba zrobię sobie nowe).
Macie tu jeszcze obrazek z sytuacją, którą sobie wyobraziłam:
Nie jest to może wielkie dzieło, ale chyba widać o co chodzi, prawda :)?
Dajcie znać czy się nabraliście ;).
Doszłam do wniosku, że rękodzieło jest nudne i do niczego w porównaniu z moją nową pasją: przepisami ruchu drogowego. No bo po co babrać się w jakiś masach skoro można poczytać sobie na przykład o tym, który pojazd ma pierwszeństwo lub pooglądać piękne znaki drogowe stojące malowniczo na skrzyżowaniu? Znaki są tak proste i jednocześnie niezwykle urodziwe, że mogłabym się w nie wpatrywać dopóki nie rozjedzie mnie zniecierpliwiony kierowca. Podsumowując, zmieniam tematykę bloga z rękodzieła na przepisy ruchu drogowego i znaki drogowe.
Te spinki - różki to stara praca, modelina na razie idzie w kąt:
Dlaczego pokazuję je akurat dzisiaj (i dlaczego chodzę w nich dzisiaj cały dzień)? Z uwagi na dzień, jaki dzisiaj mamy - PRIMA APRILIS! Stwierdziłam, że należą mi się za to, ile dowcipów już zrobiłam, a dzień przecież jeszcze się nie skończył. Rano nasz dom był pełen min czekających na nieszczęśnika, który je odpali ;). Oczywiście wszystko, co napisałam nad zdjęciem to nieprawda, nie licząc tego, że różki zrobiłam bardzo dawno temu (tak dawno, że aż mnie razi to, że jeden ma więcej kropek a drugi mniej, więc chyba zrobię sobie nowe).
Macie tu jeszcze obrazek z sytuacją, którą sobie wyobraziłam:
Nie jest to może wielkie dzieło, ale chyba widać o co chodzi, prawda :)?
Dajcie znać czy się nabraliście ;).
wtorek, 31 marca 2015
Robal na wyzwanie i nie tylko
Hej :).
Szykuje się długachny post, więc usiądźcie wygodnie oraz przynieście sobie jedzenie i picie. Osobom szczególnie wrażliwym polecam zabranie przed komputer plastikowej miski, zwłaszcza, jeśli jecie lub dopiero co jedliście. Piszę to, żebyście mi nie mówili, że nie ostrzegałam i w skrajnym przypadku kazali płacić za zmarnowane jedzenie :P.
A więc powiem "Yhm, yhm" jak Dolores Umbridge (ci, co czytali część piątą HP wiedzą, o co chodzi :)), a Wy zamieńcie się w (ropuchy paskudne jak Umbridge!) słuch, a właściwie w "czyt" ;). Zaczynamy!
Mój ostatni POLIMEROWY (no co, staram się, żeby to brzmiało bardziej profesjonalnie xD) projekt siedzący na niepolimerowym liściu:
No dobra, już zobaczyliście i pewnie sobie pomyśleliście: "Ale ohydny robal, ale jakiś taki dziwny i nigdy czegoś takiego nie widziałem/am". Ale to to wcale takie rzadkie nie jest, widziałam takiego owada dwa razy (wiedząc, co to jest), a jego postać dorosła widujemy bardzo często. Jest to larwa owada, który jest bardzo lubiany przez ludzi (ale to, że ten fajny żuczek był kiedyś larwą jakoś nikomu nie przychodzi do głowy).
Pisząc "żuczek" już sporo Wam podpowiedziałam. No dobra, zdradzę ten sekret, bo przeciągać można w nieskończoność, ale po co: to larwa biedronki. Nie żartuję, przecież pierwszy kwietnia jest dopiero jutro. Serio. Jak mi nie wierzycie, to wpiszcie sobie "larwa biedronki" w Google. A tu macie zdjęcie, którym się inspirowałam. Larwo, mam nadzieje, że nie zastrzegłaś swojego wyglądu. jeśli tak, to możesz mnie zjeść.
Zastrzegłaś?! Nie, proszę, nie rób mi tego, ja tylko żartowałam z tym zjedzeniem! Zgiń, przepadnij, siło nieczysta! Ale jakoś tak nie mam serca cię rozdeptać, szkoda mi masy... ;)
- Wyluzuj - powiedziała larwa. - Naprawdę myślisz, ze chciałoby mi się chodzić gdzieś daleko, żeby zastrzec mój wygląd? Mam mnóstwo ważniejszych spraw na głowie, na przykład przepoczwarzanie się. Możesz mnie spokojnie wetknąć do tej fajnej paprotki i postawić na oknie.
Larwa wiedziała, jakie jest jej przeznaczenie, bo pamiętała jak robiłam jej dziurę w brzuchu do wetknięcia patyczka, żeby móc ją włożyć do rośliny. Umieściłam ją na docelowym miejscu, gdzie grzecznie pozowała do zdjęcia.
Ten patyczek to patyczek do szaszłyków. Otwór jest na styk, dzięki czemu można wyciągać patyczek i wkładać z powrotem, aż larwa się zniecierpliwi.
Pewnie się zastanawiacie czemu znowu larwa. Jak nie mózg, to larwa, a jak nie larwa to mózg. Bo larwy są fajne, ot co! Tak na serio to dlatego, że temat wyzwania w MMH brzmi owady:
Wiem, ze zgłaszam się na ostatnią chwilę, ale wcześniej nie miałam czasu przez kiermasz. O, właśnie, relacja z kiermaszu będzie niedługo, bo z przyczyn trzydziestego pierwszego dnia miesiąca ten post musiał być pierwszy. :)
Mam ostatnio niebywałe szczęście, ostatnio wygrałam w dwóch wyzwaniach pod rząd:
Wyniki z Szuflady były dosyć dawno, ale przez roztargnienie związane z kiermaszem zapomniałam o tym napisać w poprzednich postach. Jeden banner już zawisł na pasku bocznym, a drugi zaraz wstawię.
-------------------------------------
Świdrowałam dzisiaj ludzi w metrze, szkole i na ulicy wzrokiem za pomocą wielu par oczu. Jak tego dokonałam? Za pomocą oczu na ubraniach. Pierwsze z nich są aż wytrzeszczone od smrodu, który muszą znosić podczas noszenia:
Idąc do szkoły specjalnie założyłam slip-ony, bo to moje najniższe trampki (są na razie zwykłe, czarne i nadal takie jak na końcu poprzedniego posta) i podwinęłam nogawki, coby oczy miały lepszy widok.
Drugie oczy są skromne, bo to tylko jedna para, ale za to jaka! To gały-patrzały puchacza z jednej z moich ulubionych bluz (zdjęcie całej TU i zresztą w tym samym miejscu ją kupiłam):
Szykuje się długachny post, więc usiądźcie wygodnie oraz przynieście sobie jedzenie i picie. Osobom szczególnie wrażliwym polecam zabranie przed komputer plastikowej miski, zwłaszcza, jeśli jecie lub dopiero co jedliście. Piszę to, żebyście mi nie mówili, że nie ostrzegałam i w skrajnym przypadku kazali płacić za zmarnowane jedzenie :P.
A więc powiem "Yhm, yhm" jak Dolores Umbridge (ci, co czytali część piątą HP wiedzą, o co chodzi :)), a Wy zamieńcie się w (ropuchy paskudne jak Umbridge!) słuch, a właściwie w "czyt" ;). Zaczynamy!
Mój ostatni POLIMEROWY (no co, staram się, żeby to brzmiało bardziej profesjonalnie xD) projekt siedzący na niepolimerowym liściu:
No dobra, już zobaczyliście i pewnie sobie pomyśleliście: "Ale ohydny robal, ale jakiś taki dziwny i nigdy czegoś takiego nie widziałem/am". Ale to to wcale takie rzadkie nie jest, widziałam takiego owada dwa razy (wiedząc, co to jest), a jego postać dorosła widujemy bardzo często. Jest to larwa owada, który jest bardzo lubiany przez ludzi (ale to, że ten fajny żuczek był kiedyś larwą jakoś nikomu nie przychodzi do głowy).
Pisząc "żuczek" już sporo Wam podpowiedziałam. No dobra, zdradzę ten sekret, bo przeciągać można w nieskończoność, ale po co: to larwa biedronki. Nie żartuję, przecież pierwszy kwietnia jest dopiero jutro. Serio. Jak mi nie wierzycie, to wpiszcie sobie "larwa biedronki" w Google. A tu macie zdjęcie, którym się inspirowałam. Larwo, mam nadzieje, że nie zastrzegłaś swojego wyglądu. jeśli tak, to możesz mnie zjeść.
Zastrzegłaś?! Nie, proszę, nie rób mi tego, ja tylko żartowałam z tym zjedzeniem! Zgiń, przepadnij, siło nieczysta! Ale jakoś tak nie mam serca cię rozdeptać, szkoda mi masy... ;)
- Wyluzuj - powiedziała larwa. - Naprawdę myślisz, ze chciałoby mi się chodzić gdzieś daleko, żeby zastrzec mój wygląd? Mam mnóstwo ważniejszych spraw na głowie, na przykład przepoczwarzanie się. Możesz mnie spokojnie wetknąć do tej fajnej paprotki i postawić na oknie.
Larwa wiedziała, jakie jest jej przeznaczenie, bo pamiętała jak robiłam jej dziurę w brzuchu do wetknięcia patyczka, żeby móc ją włożyć do rośliny. Umieściłam ją na docelowym miejscu, gdzie grzecznie pozowała do zdjęcia.
Ten patyczek to patyczek do szaszłyków. Otwór jest na styk, dzięki czemu można wyciągać patyczek i wkładać z powrotem, aż larwa się zniecierpliwi.
Pewnie się zastanawiacie czemu znowu larwa. Jak nie mózg, to larwa, a jak nie larwa to mózg. Bo larwy są fajne, ot co! Tak na serio to dlatego, że temat wyzwania w MMH brzmi owady:
Wiem, ze zgłaszam się na ostatnią chwilę, ale wcześniej nie miałam czasu przez kiermasz. O, właśnie, relacja z kiermaszu będzie niedługo, bo z przyczyn trzydziestego pierwszego dnia miesiąca ten post musiał być pierwszy. :)
Mam ostatnio niebywałe szczęście, ostatnio wygrałam w dwóch wyzwaniach pod rząd:
Wyniki z Szuflady były dosyć dawno, ale przez roztargnienie związane z kiermaszem zapomniałam o tym napisać w poprzednich postach. Jeden banner już zawisł na pasku bocznym, a drugi zaraz wstawię.
-------------------------------------
Świdrowałam dzisiaj ludzi w metrze, szkole i na ulicy wzrokiem za pomocą wielu par oczu. Jak tego dokonałam? Za pomocą oczu na ubraniach. Pierwsze z nich są aż wytrzeszczone od smrodu, który muszą znosić podczas noszenia:
Idąc do szkoły specjalnie założyłam slip-ony, bo to moje najniższe trampki (są na razie zwykłe, czarne i nadal takie jak na końcu poprzedniego posta) i podwinęłam nogawki, coby oczy miały lepszy widok.
Drugie oczy są skromne, bo to tylko jedna para, ale za to jaka! To gały-patrzały puchacza z jednej z moich ulubionych bluz (zdjęcie całej TU i zresztą w tym samym miejscu ją kupiłam):
I tym gało-patrzałowym akcentem kończę dzisiejszy post. Wyczekujcie relacji! :).
PS: Ta paprotka z larwą stoi na parapecie w moim pokoju, w końcu to jakaś odmiana od kwiatów origami, które mamy powtykane do wielu roślin w domu.
czwartek, 26 marca 2015
Pierwsza cześć przelewania sie przez ocean
Hej :).
Dzisiaj uchylę rąbka tajemnicy o przelewaniu się przez ocean. Nie dowiecie się oczywiście jak to się robi, bo nie jestem ośmiornicą ;). No właśnie, czemu ośmiornicą? Otóż jest ona motywem przewodnim tego projektu , a inspiracją ten komiks:
Pochodzi z pierwszego tomu komiksu "Calvin i Hobbes", który mam w domu. Obrazek jest po angielsku, bo w internecie nie mogłam znaleźć takiego po polsku. A szkoda, bo po angielsku nie ma tu nic o przelewaniu się przez ocean, a w polskim tłumaczeniu na pierwszym obrazku jest napisane : "Ogromna oślizgła ośmiornica przelewa się przez ocean". Mina ośmiornicy na drugim obrazku jest kapitalna i wykorzystam ja do czegoś, ale na razie więcej nie zdradzę ;).
No, to już wiecie, o co chodzi. Teraz przyszła pora (na jedzenie pora! xD) na pokazanie jednej trzeciej projektu (a może dwóch czwartych, w końcu to dwie sztuki ;)), ale jednej pierwszej na razie zrobionej:
Moje patykowate nogi są bardzo zadowolone, że ktoś umieścił ich zdjęcie w internecie, bo teraz mogą zacząć podbój świata:
Mam te trampki już mnóstwo czasu. Kiedyś miały płomienie na gumie z przodu, ale trochę się pozdzierały, więc odczepiłam je zupełnie i zrobiłam wzór, który przez to, że nie ma na gumie takiej grubej warstwy farby trochę dłużej pociągnie. No i musiałam wyrazić na czymś swoją miłość do ośmiornic i Calvina i Hobbesa ;). Udało mi się znaleźć na komputerze ich zdjęcie tuż po pierwszym malowaniu (dosłownie, pamiętam, że jak je uwieczniłam, nie były jeszcze do końca zaschnięte):
Jak już jesteśmy przy temacie butów, to ci nowi przyjaciele cały czas czekają na wyrok i na razie chodzę w nich bez wzoru:
Tyyyle miejsca do malowania z przodu!
Już w tę sobotę, mój pierwszy kiermasz, a ja trzęsę portkami tak, że pozrzucam wszystko ze stołu podczas niego :P. Trzymajcie kciuki. Oczywiście dodam relację i zdjęcia wystawionych rzeczy. :)
Ośmiornica przerwała na chwile przelewanie się przez ocean, żeby Wam pomachać swoja pokrytą przyssawkami macką i życzyć miłego wieczoru ;).
Dzisiaj uchylę rąbka tajemnicy o przelewaniu się przez ocean. Nie dowiecie się oczywiście jak to się robi, bo nie jestem ośmiornicą ;). No właśnie, czemu ośmiornicą? Otóż jest ona motywem przewodnim tego projektu , a inspiracją ten komiks:
Pochodzi z pierwszego tomu komiksu "Calvin i Hobbes", który mam w domu. Obrazek jest po angielsku, bo w internecie nie mogłam znaleźć takiego po polsku. A szkoda, bo po angielsku nie ma tu nic o przelewaniu się przez ocean, a w polskim tłumaczeniu na pierwszym obrazku jest napisane : "Ogromna oślizgła ośmiornica przelewa się przez ocean". Mina ośmiornicy na drugim obrazku jest kapitalna i wykorzystam ja do czegoś, ale na razie więcej nie zdradzę ;).
No, to już wiecie, o co chodzi. Teraz przyszła pora (na jedzenie pora! xD) na pokazanie jednej trzeciej projektu (a może dwóch czwartych, w końcu to dwie sztuki ;)), ale jednej pierwszej na razie zrobionej:
chodząca autoreklama:
Moje patykowate nogi są bardzo zadowolone, że ktoś umieścił ich zdjęcie w internecie, bo teraz mogą zacząć podbój świata:
Mam te trampki już mnóstwo czasu. Kiedyś miały płomienie na gumie z przodu, ale trochę się pozdzierały, więc odczepiłam je zupełnie i zrobiłam wzór, który przez to, że nie ma na gumie takiej grubej warstwy farby trochę dłużej pociągnie. No i musiałam wyrazić na czymś swoją miłość do ośmiornic i Calvina i Hobbesa ;). Udało mi się znaleźć na komputerze ich zdjęcie tuż po pierwszym malowaniu (dosłownie, pamiętam, że jak je uwieczniłam, nie były jeszcze do końca zaschnięte):
Jak już jesteśmy przy temacie butów, to ci nowi przyjaciele cały czas czekają na wyrok i na razie chodzę w nich bez wzoru:
Tyyyle miejsca do malowania z przodu!
Już w tę sobotę, mój pierwszy kiermasz, a ja trzęsę portkami tak, że pozrzucam wszystko ze stołu podczas niego :P. Trzymajcie kciuki. Oczywiście dodam relację i zdjęcia wystawionych rzeczy. :)
Ośmiornica przerwała na chwile przelewanie się przez ocean, żeby Wam pomachać swoja pokrytą przyssawkami macką i życzyć miłego wieczoru ;).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





